O chłopcu z marzeniami

4PlBV08A.jpg
Jako że dzisiaj jest 3. dzień opróżnienia tronu książęcego, a szczegóły elekcji nadal nie zostały przedstawione, dałem się nieco ponieść inwencji twórczej i moim nieco zastałym nakładom wyobraźni. Tytułem wstępu, tekst wolno interpretować i czytać absolutnie dowolnie, nie ma żadnego schematu i ładu. Imiona i nazwy są przypadkowe.
- Nie uda ci się, Anadiel. - powiedziała filigranowa dziewczynka z kręconymi, rudymi włosami. Chociaż jej twarz była łagodna, a oczy miała wypełnione szczerością i troską, ton głosu nie pozostawiał wątpliwości - widać było przekonanie o jej racji. Być może była pewna swoich słów, mimo że życie postawi ją jeszcze w wielu sytuacjach, które zachwieją jej pewnością, ale nie wiedziała, że los w połączeniu z jednej strony z ludzką decyzyjnością i z drugiej strony człowieczą niepewnością potrafi płatać figle większe aniżeli jej ojciec, który potrafił przebierać się w najśmieszniejsze i najmroczniejsze kreacje, aby poprawić swojej małej córeczce humor w jesienne dni.
- Czemu tak uważasz? Może jestem od Ciebie niższy o kilka centymetrów, ale to nie znaczy, że nie dam rady wspiąć się kilka metrów nad ziemię. Zresztą, gdybyś tylko mi pomogła, razem zdołalibyśmy zdobyć wszystko, co tylko byśmy chcieli. - odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy i szeroko otwartymi oczami, które świeciły mu się w promieniach jesiennego zachodu słońca.
Choć od kilku lat mieszkali obok siebie, Pola i Anadiel nie znali się długo. Ich drogi połączyły się w wyniku nieszczęśliwego wypadku sąsiada, którego dom stał pomiędzy ich domami i którego nazywali Antymonem Fiaskim, a który jakiś czas temu zniknął ze swojego domu i nikt nie był pewien, gdzie może się podziewać. Ulica Sezamkowa, na której cała trójka mieszkała, była jedną z najdłuższych i najstarszych ulic w mieście, miała też bardzo charakterystyczną budowę, bowiem wiła się jak wąż po mapie miasta, a z każdym ewidencyjnym numerem budynku wzwyż rosła jej wysokość względem morza. Dzieciaki znały niemalże każdy zakamarek tej ulicy, bo właśnie na niej spędziły większość swojego, jeszcze względnie krótkiego, życia. Tajemnicą zarówno dla nich jak i większości mieszkańców ulicy Sezamkowej było tylko jeden, największy budynek, który znajdował się na samym szczycie ulicy. Bogato zdobiona elewacja, błyszczący dach i niezliczone metry kwadratowe jego powierzchni onieśmielały przejezdnych, ale jednocześnie przytłaczały mieszkańców ulicy. Wiedzieli oni o potędze tego budynku i jego lokatora, jednak na co dzień starali się przechodzić koło niego bezinteresownie, może spoglądając przez szparki między zdobionymi szczebelkami ogrodzenia w nadziei na ujrzenie jego lokatora, ale robiąc to tak, by inni przechodnie tego nie spostrzegli. Pola i Anadiel wielokrotnie spędzali całe wieczory nad rozmyślaniem, czym lokator tego monumentalnego budynku może się trudnić, jakie ma moce i czy zechciałby ich kiedyś przyjąć, żeby razem zjeść oreo popite kubkiem gorącego mleka.
- Nie mam nic przeciwko, ale nie chcę, żebyś spadł i… - dziewczynka na chwilę przerwała, marszcząc czoło, po czym dodała z wiszącą groźbą w wydaniu tak niewielkiej istoty - jak rozbijesz sobie zęby, to już na pewno nie będę się chciała z tobą wtedy znać!
- Oh, Ty jak zawsze musisz swoje ponarzekać. - Chłopak bez większego zastanowienia z całej siły złapał się za korę drzewa stojącego obok metalowego ogrodzenia otaczającego największą posiadłość z ulicy Sezamkowej. Kilkoma zwinnymi ruchami wspiął się na wysokość połowy ogrodzenia, ręce zaczynały delikatnie drżeć, na nogach było widać tężące się mięśnie, mimo tego chłopak nie poddawał się i piął coraz wyżej. Zdążył się już złapać ręką pierwszej wystarczająco grubej gałęzi, aby się na niej zatrzymać, kiedy usłyszał spod jednej z nóg chrupnięcie i tylko dostrzegł odlatujące kawałki kory drzewa. Niech Matka Natura mu wybaczy. Anadiel zastygł na chwilę, ale jego charakter nie pozwalał mu zrezygnować, więc podciągnął się ręką nieco wyżej, wykonał kilka swoich zwinnych ruchów i już siedział na gałęzi.
- Widzisz? Udało mi się! - krzyknął do Poli, która znajdowała się kilka metrów niżej. Dziewczyna pokiwała głową, zaczynając się nerwowo rozglądać, czy nikt nie obserwuje ich dziecięcych wyczynów. Chłopak jednak już nie zwracał na nią uwagi, patrzył się na budynek, chciał zapamiętać każdy szczegół, który później mógłby sobie w nieskończoność odtwarzać, jednak przerwała mu to myśl, którą mimochodem wypowiedział na głos - Tu jest ciemno, budynek jest pusty. - rzekł z zaskoczeniem i niedowierzaniem, dającym się bez problemu usłyszeć w jego głosie. Choć Anadiel i Pola nie zdawali sobie z tego sprawy, dotychczasowy lokator opuścił te piękne wnętrza całkiem niedawno, a aktualnie panująca ciemność wokół budynku tym razem miała zwiastować nowy początek i nadejście lokatora, który rozświetli każdą jedną izbę budynku. Nie wiedzieli również, że być może jednego z mieszkańców ulicy Sezamkowej dotychczasowe życie zostanie przewrócone do góry nogami. A może los, który jest odwiecznym zarządcą budynku, wybierze jedno z nich na następnego mieszkańca tej monumentalnej budowli?
Pamiętajcie, że to Wy pokierujecie losami Poli i Anadiela oraz pozostałych mieszkańców ulicy Sezamkowej! ;)
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Piotr Jankowski, BetelRigSun (Karol von Sarm), Gotfryd Slavik de Ruth.
Serduszka
5 499,00 lt
Ten artykuł lubią: Santiago Vilarte von Hippogriff, Filip I Gryf, Piotr Jankowski, Orjon Surma, Aleksander Damian Chojnacki, Albert Jan Maat von Hippogriff, Joahim von Ribertrop von Sarm, Gustaw Fryderyk von Hippogriff, Michał Jerzy Potocki, BetelRigSun (Karol von Sarm).
Komentarze
Prokrustes
Cytuję:
Choć Anadiel i Pola nie zdawali sobie z tego sprawy, dotychczasowy lokator opuścił te piękne wnętrza całkiem niedawno, a aktualnie panująca ciemność wokół budynku tym razem miała zwiastować nowy początek i nadejście lokatora, który rozświetli każdą jedną izbę budynku. Nie wiedzieli również, że być może jednego z mieszkańców ulicy Sezamkowej dotychczasowe życie zostanie przewrócone do góry nogami. A może los, który jest odwiecznym zarządcą budynku, wybierze jedno z nich na następnego mieszkańca tej monumentalnej budowli?

Ja tutaj widzę w ramach dowolnej interpretacji aluzję polityczną ;P
Odpowiedz Permalink
Antoni Kacper Burbon-Conti
@Prokrustes To tylko w tym fragmencie? Niechże diuk jeszcze raz tekst przeczyta! ;)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Dałem dotację, bo bardzo mi się spodobał ten tekst. W obecnych czasach, potrzeba nam takich tekstów. Niby proste słowa, fikcja literacka a każdy czytający coś dla siebie znajdzie. Super tekst :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.