Herb Almery

Symbole i patron Almery

Herb, flaga i święto Almery

Flaga Almery

Herbem Królewskiego Miasta Almery jest zwieńczona koroną królewską tarcza gotycka dwudzielna w pas, której pole pierwsze jest srebrne (białe), a pole drugie niebieskie. Biel w herbie symbolizuje dążenie do doskonałości, kolor niebieski zaś — wierność temu dążeniu. Flagą Królewskiego Miasta Almery jest płat tkaniny w barwach herbowych, którego stosunek długości do szerokości wynosi 8:5. Flaga stolicy Baridasu jest flagą heraldyczną — odzwierciedleniem herbu na tkaninie. świętem Królewskiego Miasta Almery jest 3 maja — dzień urodzin pierwszego Króla Baridasu, Mikołaja Aleksandra Piotra.

święty Wojciech — patron Almery

Patron Almery · sarkofag w Soborze Królewskim

Wojciech był synem Meneta. Podczas, gdy książęta współpracowali z antycesarską opozycją, oni wiązali się węzłami rodowymi i wiernie popierali dynastię cesarską. Meneta miał siedmiu synów, a Wojciech był tym, któremu ojciec przeznaczył karierę kościelną. Po ukończeniu szkoły, Wojciech zostaje mianowany biskupem w świeżo utworzonym biskupstwie. Sześć lat wytrzymał tylko na tym stanowisku, po czym uciekł do z myślą o tym, by już nie wracać. Powodem ucieczki była nienawiść społeczeństwa do nowego biskupa. „Ten, kto nie przyjął chrześcijaństwa od razu musiał umrzeć!” — mówił Wojciech. Tym skierował przeciw sobie wszystkich — lud, możnych, świeckich, księży. Po ucieczce ukrywał się przez kilka lat po klasztorach, aż rozgniewało to zwierzchnika diecezji, który oburzony był samowolnym opuszczeniem „posterunku” przez biskupa. Na żądanie Willigisa, papież rozkazał ukrytemu w klasztorze biskupowi ponowne objęcie „urzędu”. Wojciech musiał wrócić... Jednak ani Wojciech się nie zmienił przez ten czas. Narastał nowy konflikt, który zakończył się rzuceniem klątwy przez Wojciecha.

Tymczasem Wojciech tułał się po różnych krajach, aż wreszcie dotarł do Almery. Został gościnnie przyjęty przez króla. Po pięciu latach wyruszyła wyprawa na ląd. Wojciechowi towarzyszyło dwóch mnichów: Gaudenty i Benedykt. Już pierwsze zetknięcie z ludem Prus przyniosło niepowodzenie. Ludzie wypędzili namolnych misjonarzy, a Wojciech dostał cios wiosłem tak silny, że „upadł i książeczkę z psalmami z rąk wypuścił”. Kolejne spotkanie było równie nieprzyjemne dla namolnych misjonarzy. Lud kazał im uciekać do swoich ziem, a gdy ci nie chcieli, w ich kierunku posypały się kamienie, z których jeden ugodził Wojciecha tak mocno, że „biskup znów upadł i pokaleczył się do krwi”. Uciekając przez lasy i bagna, misjonarze po kilku dniach wędrówki dotarli na dziwną polanę poświęconą, jak mniemali, kultowi pogańskiemu.

Na rozkaz Wojciecha zaczęto niszczyć świątynię, a także ugaszono święty ogień pod prastarym dębem. Potem odprawili mszę i położyli się spać. Rano obudzeni zostali przez lud, który jakby znając sprawcę najwięcej zarzutów i gróĽb padło pod adresem Wojciecha. Ten zaczął krzyczeć o ich pogańskiej głupocie i zabobonach. Podniósł nawet rękę na stojącego przed nim pruskiego kapłana. Wtedy posypały się na niego włócznie. Było w dzień święta Powitania Wiosny. Trupowi Wojciecha ucięto głowę, dwóch pozostałych misjonarzy puszczono wolno. Ci wrócili do kraju i podali fałszywą wersję zdarzeń, upiększając i wychwalając poświęcenie Wojciecha oraz obrazując jego straszliwą, męczeńską śmierć.